czwartek, 29 listopada 2012

NIE KUPUJE MIKOŁAJA.

Ostatnimi czasy wiele się dzieje szkoleniowo. Dla własnej równowagi poświęcę dziś ten wpis na coś spoza sali szkoleniowej. Choć może tylko pozornie;).
To było tydzień temu, kiedy wracałem ze szkolenia. Radio zaserwowało mi blok reklamowy pełen świątecznych akcentów. I tak:
- Mikołaj zachęcał do kupowania mieszkań,
- dzwonki sań towarzyszyły wyprzedaży samochodów z rocznika 2012
- "Magia Świąt" ogłosiła, że jest "uzależniona" od kas pożyczkowych.

Wyobraziłem sobie jak pracownicy agencji reklamowych i spece od marketingu siedzą na zebraniach
i szkoleniach i zastanawiają się jak BARDZIEJ wykorzystać święta do promocji.
Być może Ktoś powiedział, że ludzie są w tym czasie bardziej sentymentalni, wrażliwi i rodzinni.
A wszystkie, nawet najmniejsze skojarzenia ze świętami uruchamiają te mechanizmy i  skłaniają do sięgania po portfele. Może Ktoś inny powiedział, że część konsumentów jest nieczuła na "świąteczny klimat".
W odpowiedzi usłyszał, że ta część i tak kupuje bo są przecież rodzicami, braćmi, siostrami, dziećmi itd. Więc pewnie kupią świąteczny prezent dla kogoś albo w masie zakupów nie zauważą, że zapłacili za świąteczne opakowanie itd. itp. Wniosek z tej dyskusji mógł wyglądać tak: " Nieważne co myślisz o świętach, my i tak zaproponujemy CI produkt w świątecznym klimacie!"

W tym momencie, a było to gdzieś między Świebodzinem a Nową Solą, postanowiłem, że w tym roku nie kupię niczego, co ma "świąteczne znamię". Nie dlatego, że mam coś przeciwko Świętom, ale poznawczo żeby sprawdzić czy to możliwe. Początkowo plan wydawał się prosty, bo:
- nie potrzebuje mieszkania od Mikołaja,
- wyprzedaż aut w towarzystwie dzwonków sań już przerobiłem,
- szczęśliwie  moja "Magia Świąt" czyli pyszny karp pojawi się bez pomocy kasy pożyczkowej.
Prawdziwy test przeszedłem robiąc codzienne zakupy w ostatnim tygodniu. Nie było łatwo( podstępny mały Mikołaj na opakowaniu cukierków) ale udało się!!

Udało mi się kupić to co potrzebuje bez świątecznych akcentów. Przede mną jeszcze kilka tygodni prób pełnych pokus i pułapek, ale z silną motywacją, którą postanowiłem wzmocnić u siebie tym tekstem.
Pozdrawiam wszystkich speców od reklamy i nie tylko.

wtorek, 6 listopada 2012

TEST- narzędzie pracy.

                  Na początek anegdota. Miałem prowadzić szkolenie "Zarządzanie sobą w czasie". Pracownicy byli podzielenie na dwie grupy, było więc 2 trenerów: JA i Pani Trener. Nie znamy się wcześniej, spotykamy przed szkoleniem:
- JA ze swoimi "narzędziami": pisakami, piłeczkami, sznurkiem, kolorowymi karteczkami kilkoma  arkuszami ćwiczeniowymi i jednym TESTEM.
- Pani Trener z gigantycznym segregatorem wypełnionym arkuszami ćwiczeniowymi i mnóstwem TESTÓW.
Pada pytanie: "Co będziesz robił/a ze swoją grupą?"
- JA: usiądziemy, porozmawiamy, będziemy ćwiczyć.
- Pani Trener: Boję się, że przygotowałam za mało testów,bo grupa jest podobno "mocna zadaniowa"
i szybko wszystko rozwiązują. Koniec anegdoty:)

Po takim wstępie możecie pomyśleć, że będę pisał o dwóch podejściach do prowadzenia szkoleń. Ja natomiast chce dziś powiedzieć odrobinę o TESTACH na szkoleniach.

1. Ludzie a TESTY.
Zdarza się, że podczas wypełniania TESTÓW wpadamy w jedną z dwóch pułapek, a czasem w obie. Pierwsza polega na tym, że zaglądamy na koniec w poszukiwaniu rozwiązania. Wtedy łatwiej nam "rozszyfrować" o co chodzi i jakie odpowiedzi wybrać.
Druga pułapka polega na tym, że z dwóch możliwych odpowiedzi: prawdziwej i "dobrze brzmiącej" najczęściej wybieramy... "dobrze brzmiącą". Tak trochę na kredyt,  no bo przecież czasami tak właśnie jest a od dzisiaj to już na pewno tak będzie. Zawsze znajdziemy sobie powód do "wybielenia siebie".

Dlatego na szkoleniu rozdaje uczestnikom testy bez punktacji i ostatniej strony z opisem i interpretacją. A przed każdym testem zachęcam do szczerości z samym sobą. 
Czasem po teście pytam: "Ile razy mieliście dylemat wyboru pomiędzy TAK JEST a TAK BYM CHCIAŁ?" a potem nagradzam osoby, które w tej sytuacji wybierały najczęściej TAK JEST.

2. TESTY a psycho- figle.
Korzystając z TESTÓW musimy odróżnić rzeczywiste narzędzia badawczo- analityczne (nawet odrobinę uproszczone) od pseudo psychologicznych figli-migli. Nie mam nic przeciwko tym drugim pod warunkiem, że pamiętamy o zasadzie, że na TESTACH pracujemy a figlami się bawimy.

3. TESTY mają otwierać a nie stawiać kropkę.
Część uczestników i niestety również trenerów traktuje wynik TESTU jako końcowy wniosek i szybko przechodzą dalej pozostając na poziomie etykietki; "Jestem taki to a taki". Rozumiem potrzebę znalezienia odpowiedzi na pytania czy problemchoć wg mnie tu chodzi o coś zupełnie innego. 
Jak pisał Marek Kamiński w zdobywaniu biegunów dużo ważniejsza od samego biegunu jest droga, która nas na niego prowadzi.
TEST jest więc okazją do refleksji, zadawania sobie pytań, przyjrzenia się sobie a nie formułowania wniosków.Wynik jest biegunem, refleksja, analiza to droga do rozwoju.
Jeżeli wypełnianie TESTU zajęło Wam na szkoleniu 15 minut a jego analiza 3 minuty to mam dla Was wiadomość: Ktoś i Wy sami zmarnowaliście swój czas.

4. Kiedy TEST sprawdza się na szkoleniu?
- na "nie rozgrzaną" grupę
Czasami jak praca nie idzie, to TEST może być 'iskrą" do dyskusji i ożywienia uczestników.
- na "przegrzaną" grupę
Gdy uczestnicy są tak rozbujani w dyskursie, że potrafią zagadać wszystko. TEST daje im chwilę do NIEDYSKUTOWANIA ;)
- żeby uczestnicy mogli skupić się na sobie
Omawianie TESTU pozwala przenieść dyskusję ze WSZYSCY ( inni/nikt) na JA.

Zasada jest jedna: dopasujcie TEST do momentu w którym jest grupa. Pamiętając o tym co było wcześniej, co będzie dalej, czy to sam początek szkolenia, czy jesteśmy po obiedzie czy przed itp. itd.
TEST jako narzędzie jest dla uczestników a nie na odwrót. A to już prowadzi mnie ku podsumowaniu.

5. Podsumowanie.
TEST jako element szkolenia jest  uzupełnieniem pozostałych narzędzi: ćwiczeń, gier, studium przypadku, dyskusji, wykładu itd. Od trenera wymaga uważności na proces grupowy i koncentracji na omówieniu. Od uczestników wymaga szczerości z sobą i umiejętności analitycznych.Nie chodzi o to by zrobić ich wiele, ale by dzięki nim zadać sobie wiele pytań.
Wracając do anegdoty, Pani Trener rzeczywiście zabrakło testów w segregatorze a Ja zrobiłem jeden. Później skopiowałem pomysł segregatora i mam spokój i porządek z TESTAMI.

pozdrawiam

środa, 12 września 2012

(Nie) Typowy tydzień.

 Jest coś, co szczególnie sobie cenię w mojej pracy, a czego wielu trenerów nie doświadcza. To różnorodność spotkań z ludźmi - z wielu bajek. Możliwość spotkania i pracy w kompletnie różnych środowiskach, praktycznie z dnia na dzień. Żeby nie było za długich wstępów, krótki zapis ostatnich dni.Wiele z tych historii będzie wkrótce przeze mnie jeszcze rozwijana..

Tydzień pracy był nietypowy, bo trwał od środy przez weekend do wtorku. Dziś w środę mam niedzielę więc odpoczywam:)
Rozpoczęło się wszystko od spotkania team buildingowego dla zarządu wielkiej międzynarodowej korporacji. Celowo używam wielkiej, bo takowa jest to firma. Spotkanie było niesamowite i dostarczyło mi tylu doświadczeń, że jeszcze je wszystkie w sobie przepracowuję.
Z Warszawy udałem się do Ustronia na spotkanie z kierownikami  firmy produkcyjnej. Zaprosili mnie ponownie na swoje doroczne spotkanie szkoleniowo - integracyjne by porozmawiać o podejmowaniu decyzji. Dobrze jest zobaczyć co słychać u znajomych. Cieszę się, że ekipa w poszerzonym składzie, więc nie ma kryzysu. Z uśmiechem i w dobrych nastrojach spędziliśmy cały dzień. Mam nadzieję na spotkanie za rok.
Z Ustronia popędziłem do Wrocławia, by weekend spędzić na kursie liderskim dla wolontariuszy Euro2012. Niesamowite spotkanie! Dobrze jest zrobić coś dla kogoś za darmo! Jak robimy coś dla innych, to przecież robimy coś dla siebie! W takim duchu mówiliśmy sobie o byciu liderami, okazuje się, że studia ciągle tego nie uczą. Uczestnicy planowali także grę miejską, na którą wkrótce wszystkich zaprosimy.
A w poniedziałek powrót do Warszawy na otwarte szkolenie dla administracji publicznej na temat pracy
z trudnym Klientem. Atmosfera gorąca, wątków tak wiele, że moglibyśmy pracować kilka dni. Plus nowy typ Klienta do książkowych typologii tzw. Klient romantyczny. Pozdrowienia dla Woli, Białołęki, ministerstw i placówek zdrowia.
Te spotkania wiele różniło: tematy, grupy, miejsca, czas, tempo, nawet wynagrodzenie dla trenera.

Cztery spotkania, cztery różne bajki - jeden trener. Jak nie lubić swojej pracy?

Pozdrawiam

wtorek, 24 lipca 2012

Trener na szkoleniu.

Dawno mnie nie było.  Są wakacje i  to dobry okres dla każdego z nas by poświecić go ...sobie. 
Raz na jakiś czas trener powinien pójść na szkolenie! Pół roku temu pojawiła się okazja by wziąć podczas wakacji udział w szkoleniach dla trenerów. W ramach EFS Grupa TROP przygotowała szkolenia dla trenerów z dużym doświadczeniem zawodowym lub, jak kto woli dla tzw. "doświadczonych trenerów".
Dwa tygodnie temu odbył się pierwszy zjazd. Moc doświadczeń i spostrzeżeń z tego zaowocuje wieloma odniesieniami na moim blogu i nie tylko. Dziś tylko kilka "gorących" wrażeń.

1. GRUPA
14 osób- każdy ze swojej bajki. Widzimy się po raz pierwszy - za wyjątkiem cudnej 3- osobowej ekipy trenerów wewnętrznych z dużej korporacji- oni mają już swoją historię. Nasza karta zaczyna się dopiero zapisywać. Krótko mówiąc - mieszanka niesamowita choć jeszcze niewybuchowa. Różne szkoły, podejście do pracy, osobowości, dynamika, cele, potrzeby. Jakiś wspólny mianownik, poza wykonywanym zawodem? Wszyscy w jakiś sposób są "W DRODZE".
Ktoś by powiedział, że to tzw. "trudna grupa". Sami trenerzy, do tego świadomi i wymagający! Z mojej perspektywy to przymioty  zapowiadające ciekawą pracę.
Naprawdę było od kogo i z czego czerpać, za co każdemu WIELKIE DZIĘKI!!

2. PROWADZĄCY
Kto mógłby poprowadzić  takie zajęcia? To musi być ktoś z doświadczeniem trenerskim, życiowym, biznesowym i z uwagi na członków grupy wskazane będzie doświadczenie terapeutyczne.
Nasze zajęcia prowadził Jac Jakubowski i tu stawiam kropkę w temacie: Prowadzący. Dla mnie: MISTRZ.

3. PROCES
To słowo pojawiało się często podczas zajęć. Warsztat zgodnie z tym co robi i czego uczy Jac oparty był na "procesie grupowym". Jest wiele mądrych definicji, które próbują wyjaśnić to zjawisko. Dla mnie najbliższa jest taka, że to rodzaj pracy z grupą na szkoleniu, gdzie szkolenie podąża za uczestnikami a nie uczestnicy za szkoleniem. Tak staram się go realizować w mojej pracy.
Okazało się, że dla części spośród nas to nowe spojrzenie na pracę z grupą.Każdy więc początkowo płynął swoim rytmem by odkryć, że w końcu wszyscy płyniemy razem. Lubiąc to lub NIE, rozumiejąc lub NIE, chcąc czy NIE wszyscy staliśmy się częścią tego procesu.

4. INTEGRACJA
To często najważniejszy element szkolenia ;-) Ja pojechałem, by spotkać i poznać osoby z podobnymi lub innymi doświadczeniami. Chciałem ich podpatrzeć, poprzeglądać się w ich oczach i doświadczeniach oraz nawiązać nowe kontakty. W naszej grupie integracja odbywała się poprzez rozmowy w: dwójkach, trójkach, całą grupą, na sali szkoleniowej, w ogrodzie, pokojach, na zajęciach, na przerwach oraz przy nocnych polaków rozmowach - czyli KLASYCZNIE!
Owocem tych spotkań jest worek doświadczeń, cytatów, pomysłów od każdego oraz zainteresowanie sąsiadów i policji nadmiernym hałasem w Warszawskim Aninie ;-)

Każdy z tych wątków będzie jeszcze okazja rozwinąć tymczasem korzystajmy z pogody i ładujmy akumulatory słońcem. Wakacje to świetny czas, by poświecić go dla siebie, przynajmniej w części. Ja wybrałem szkolenie i bardzo się z tego cieszę. Kolejne spotkanie w sierpniu, którego nie mogę się doczekać

pozdrawiam


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Kamera na szkoleniu.

Każde szkolenia wymaga od trenera  dbałości o każdego z uczestników oraz troski o to  jak przebiega praca na poziomie całej grupy. Żeby było jeszcze trudniej to trener  powinien mieć umiejętność spojrzenia na całą sytuację z odpowiedniej odległości, by być świadomym siebie samego i uważnym w tym co robi. Szczególnie  podczas szkoleń, gdzie mocno angażowani są uczestnicy. Kiedy stawiani są  w nowych dla siebie sytuacjach   np. występują publicznie przed resztą grupy i ich wystąpienia są rejestrowane.
Dziś kilka akapitów o pracy z kamerą.
To urządzenie generuje  ogromne emocje wśród szkolonych i dlatego reagują niechęcią na jego widok. Korzyści płynące z "pracy z kamerą" są dla uczestników nieocenione, choć zauważają je  później.
Od strony teorii pracy z grupami czyli tzw. metodyki pracy grupowej jest kilka zasad, o których nie wolno zapomnieć. Oto kilka:
1. Kamera powinna być widoczna dla uczestników od samego początku szkolenia. Niech towarzyszy nam nawet wtedy kiedy jest nieużywana.
2. Powiedz uczestnikom jak będzie wyglądała praca z kamerą.
3. Przypomnij zasady udzielania/przyjmowania informacji zwrotnej.
4.Umów się z nimi na zasady obowiązujące Was podczas pracy z kamerą.
5.Pozwól każdemu zdecydować o tym w jakim zakresie będzie uczestniczył w pracy z kamerą.
6. Dbaj o przestrzeganie zasad, które ustaliliście.

Oprócz tego jest jeszcze mnóstwo innych spraw, o które musi trener zadbać. Tego  dowiecie się na licznych kursach dla trenerów lub w Szkołach Trenerów. Zawsze możecie też napisać do mnie.
Dla mnie najważniejsze są 2 sprawy:
1) Kamera to narzędzie w drodze do celu, nie cel sam w sobie. Takie  samo jak flip chart, rzutnik, ćwiczenia, gry, zabawy, przerywniki, piłki i co tam jeszcze na szkoleniach się pojawia. Nie warto robić wokół niego szumu  , nadmiernie eksponować. 
"Najważniejsza na naszym szkoleniu będzie praca z kamerą"- usłyszałem na jednym szkoleniu i ... niestety tak było.
 Najważniejsi są uczestnicy.

2) Jakość pracy z kamerą i pozostałymi narzędziami zależy od atmosfery na szkoleniu. Od tego wszystkiego co nieopisane, a co determinuje wszystko podczas pracy z grupą. Najważniejsze więc, to dbanie o atmosferę, a ta praca zaczyna się  przed oficjalnym; : "Witam na szkoleniu".

Z mojego doświadczenia wynika, że te 2 elementy powodują, że uczestnicy na koniec szkolenia mówią:
- " Najlepszym doświadczeniem była praca z kamerą"
- "Najważniejsze było dla mnie to, że mogłem zobaczyć siebie"
- " Najcenniejsze doświadczenie ze szkolenia? Możliwość wystąpienia i obejrzenia siebie"
- "Najgorsze, najtrudniejsze, ale najprzyjemniejsze"
- "Czy mogę dostać ten film ze mną w roli głównej?"

Takie opinie są najlepszym dowodem, że trener należycie wykonał swoją pracę.



poniedziałek, 7 maja 2012

Przegląd sukcesów.

Na szkoleniach często mówimy o tym, że należy "budować" na pozytywach. Ktoś, gdzieś, kiedyś powiedział: "Przykład to najlepszy przykład". Pokazanie, że można coś zrobić jest dużo bardziej wymowne niż mówienie o tym. Dlatego dziś kilka przykładów sukcesów, które pojawiały się wokół w ostatnim czasie.Dla mnie są one dużą radością i inspiracją do "budowania" i mam nadzieję, że dla Was również będą.

Zapraszam  do krótkiego Przeglądu Sukcesów!

SPORTOWE
Michał zajął 1 miejsce w wyścigu kolarskim na czas.
Agnieszka z mężem przebiegli półmaraton w Wiedniu.
Kraków będzie historycznym miejscem dla Krzyśka. Przebiegł tam swój pierwszy MARATON.
Dawid po raz pierwszy przepłynął 60 długości basenu.
Michał po przerwie wrócił na rower a Kaśka szaleje w rolkach!

ZAWODOWE
Piotrek z zespołem przekroczyli plany sprzedażowe.
Firma rozpoczęła projekt dużej zmiany, której celem jest zmiana sposobu i jakości pracy.
Tomek został zwolniony z pracy w korporacji i dzięki temu może realizować plany, o których myślał od dawna.
Marzena realizuje się w nowej bajce.
Jola rozpoczęła pracę nad przeorganizowaniem swojej pracy! Pojawiły się pierwsze efekty: ma więcej czasu na pracę i dla siebie po pracy.
Sukcesem zakończyła się konferencja zorganizowana przez Anię.

RODZINNE
Ostatni miesiąc obfitował w śluby i rocznicę ślubów. Urodziły się dzieci, a Patryk z Gosią czekają na swoje.
Wspólnym rodzinnym wysiłkiem ożywiły się ogrody, pomalowane zostały mieszkania ( my też będziemy wkrótce samodzielnie malować ;-) ), przeszła fala wiosennych porządków. 
Ktoś się przeprowadził a inni czekają na klucze do swojego pierwszego mieszkania.
Na koniec  napiszę tylko, że był to czas obfitujący w wiele osobistych, prywatnych sukcesów wielu z nas.
Wszystkie te sukcesy poparte były pracą, nieodzownym składnikiem każdej wygranej!

Wszystkim serdecznie GRATULUJĘ i życzę Wam i sobie kolejnych sukcesów w pracy i poza nią. 
Do roboty!


czwartek, 19 kwietnia 2012

W 3 punktach.

Wiele się ostatnio wydarzyło i trochę mnie nie było, więc żeby nadrobić i uporządkować dziś krótko w 3 punktach.Wkrótce rozwinę wszystko w oddzielnych postach. No to start:

1. Spotkała mnie wielka przyjemność pracy w ramach projektu FEMIAKCJA. Są takie spotkania, które na długo pozostają w pamięci i to należy właśnie do nich.  Projekt ten realizowany jest przez Starostwo Powiatowe w Miliczu i skierowane jest do Pań z tego powiatu.Więcej poczytacie tutaj i tutaj.

2. Zrealizowałem ważny cel, który tylko z pozoru ma wymiar sportowy. Najistotniejsze w realizacji tego celu była droga, którą musiałem przejść ( a dosłownie przebiec ) by go osiągnąć. W ramach refleksji po sukcesie ukułem sobie nawet termin "Zarządzanie codziennością" i wkrótce opowiem Wam  co to takiego.

3. Planujemy duża zmianę w pewnej organizacji. Tą organizacją nie jest firma lecz urząd i to dodaje całemu przedsięwzięciu niesamowitych kolorów. Moje zadanie polega na  zwiększeniu u pracowników zaangażowania, odpowiedzialności a co za tym idzie efektywności. Ważnym elementem jest też atmosfera pracy i współpracy w ramach instytucji. Rozpoczęły się  prace a całość ma trwać 1 rok. Trzymajcie kciuki
a ja Was wkrótce poinformuje o szczegółach.

To tyle na dziś w ramach tego co było i co będzie.

Pozdrawiam

piątek, 16 marca 2012

Przed urlopem.

To pierwszy post pisany w przerwach szkolenia. Mam właśnie przerwę kanapkową na szkoleniu a po niej kilka wątków do omówienia. W świetnych humorach ( po masażu i stonodze) przepracowaliśmy poprzedni moduł. Uczestnicy już myślami są w domu, mają weekend, mentalnie są już coraz dalej od sali szkoleniowej. Zwłaszcza, że zapowiadany jest pierwszy w tym roku ciepły, wiosenny weekend. Jak utrzymać ich zainteresowanie?
Tym nie martwię się szczególnie: mamy ciekawy temat, kilka angażujących ćwiczeń i mnóstwo towarzyszących im emocji. Problem może polega na tym, że to ja jestem już mentalnie na urlopie.:-)

Już jutro w poszukiwaniu ostatniego śniegu wyjeżdżam na urlop, potem kolejny wyjazd i w ten sposób mam wolne do końca marca. Myśli moje wędrują ku ostatnim sprawom do załatwienia przed wyjazdem, a tu szkolenie....
Jak skupić się tylko na szkoleniu? Tu sprawa też jest prosta: mamy ciekawy temat, zaangażowanych uczestników, świetną atmosferę.  Bułka z masłem.Uda się!

Do zobaczenia po urlopie.

niedziela, 4 marca 2012

Nie/Kreatywna koroporacja.

Podczas rozmowy telefonicznej ze znajomym trenerem dowiedziałem się o ciekawej sytuacji w jakiej znalazła się firma, w której on pracuje. To korporacja, która  przechodzi przez okres zmiany właściciela.
Wg zarządzających będą musieli znaleźć dla siebie/ swojej firmy nowe obszary działania, ponieważ są konkurencyjni wobec innych firm znajdujących się w portfelu nowego właściciela. Postanowiono więc poszukać dla siebie miejsca, ustawić się w nowej pozycji, zaoferować coś co będzie wartością dodaną dla nowego właściciela ( nowym właścicielem jest inna wielka korporacja).
Trzeba zatem coś wymyślić, popracować kreatywnie. Tylko jak to zrobić? Tu pojawił się rzeczywisty problem, ponieważ do tej pory pojęcia: twórczość i kreatywność nie były przez zarządzających tą firmą mile widziane i pożądane. Trwają zatem rozmowy wśród top managementu  o działaniach, które uratują ich posady. Trzeba zareagować na sytuację ponieważ zmiana właściciela= nowa "miotła"= możliwa strata pracy.

Można powiedzieć, że klasycznie realizowana jest najpopularniejsza strategia zarządzania tzw. Zarządzanie przez REAGOWANIE. Należało wcześniej korzystając z samodzielności i pozycji na rynku tworzyć dla siebie błękitne oceany. Jednak takie myślenie nie leży często w naturze zarządzających, ponieważ są tak bardzo zajęci zarządzaniem teraźniejszością ( lub takie są wobec nich wymagania właścicieli).

Na jednym ze szkoleń rozmawiałem z uczestnikami o kreatywności. Jednym z wątków były ograniczenia jakie nakłada  firma/korporacja, które blokują kreatywność u pracowników. Oto  co wg uczestników ogranicza kreatywność w ich firmie:


Pomijam tu ograniczenia pracowników i szefów na poziomie indywidualnym. O tym przy innej okazji. Ważnym wnioskiem w dyskusji było to, że na pewnym poziomie rozwoju firma taką się staje i jest to nieuniknione. Są jednak wg uczestników szkolenia proste rzeczy, które kreatywność w firmie mogą wspierać.  Kliknijcie w foto, powiększone jest czytelne.  Przepraszam za wersję flipowo- szkoleniową ;-)

 
Ktoś powie, że to oczywistości. Sztuka leży być może w codziennych oczywistościach.
Może więc drodzy menedżerowie zamiast ratować swoje kontrakty desperackimi działaniami zaczniecie wpierać w swoich korporacjach twórcze i kreatywne działania każdego dnia. Jest szansa, że rozwiną one Wasze firmy i uratują posady.
 Nie czekajcie na zagrożenia w postaci: nowych właścicieli, kryzysu itd. Wtedy zawsze będzie za późno. Dla szefów mojego znajomego już jest ZA PÓŹNO.

niedziela, 5 lutego 2012

Kolejno odlicz.

Zdarza się, że na szkoleniach robię z uczestnikami ćwiczenie, które nazywam "Kolejno odlicz". Pewnie funkcjonuje pod innymi nazwami, ale ja lubię nazywać je "Kolejno odlicz". Zaczynamy od tego, że proszę uczestników by zajęli sobie dowolne miejsce na sali, tak żeby nikt im nie przeszkadzał i by czuli się swobodnie. Następnie proszę ich by zamknęli oczy. Od tej pory jedynymi słowami jakie mogą wypowiadać to kolejne liczebniki. Zadanie polega na tym by jako grupa odliczyli kolejno np. do 25. Za każdym razem gdy  coś pójdzie niezgodnie z regułami np. dwie osoby powiedzą tę samą liczbę, lub ktoś użyje słowa nie będącego liczebnikiem, zaczynamy odliczać od początku. Reguł nie ma wiele, ale i tak ćwiczenie nie należy do najłatwiejszych.
Ćwiczenie to może mieć różne cele. Ja wykorzystuje je na przykład by pokazać czym jest wartość dodana, synergia. Czasem by pokazać jak trudno jest z czegoś zrezygnować, czasem dla zabawy, a czasem by pobudzić grupę przed kolejnymi zadaniami. Ćwiczenie ma w sobie MOC, którą później mogę wykorzystać.
Jak idzie uczestnikom odliczanie? Kiedyś jedna grupa walczyła blisko 1,5 godziny. Opuścili przerwę na kawę tak byli zdeterminowani, żeby zrealizować zadanie ( tu ćwiczenie ujawnia kolejne swoje zalety: pięknie pokazując min.wielość zachowań, podejście do realizacji zadania, środowisko w którym uczestnicy pracują na co dzień itd.).
A w tym tygodniu pracownicy olsztyńskiej fabryki opon wykonali to zadanie w niecałe 4 minuty i do nich należy nieoficjalny rekord ćwiczenia "Kolejno odlicz". WIELKIE GRATULACJE! 
Jak to zrobili? Tak jak większość grup rozwiązujących to zadanie, tylko dotarli do tego naprawdę szybko. Oczywiście sekretu nie zdradzę, zapraszam do spróbowania lub na szkolenie.

pozdrawiam

czwartek, 26 stycznia 2012

List po szkoleniu.

Dziś zapraszam Was do przeczytania listu, który otrzymałem od uczestnika szkolenia. Pokazuje go Wam ponieważ na szkoleniu często powtarzam, że prawdziwa praca zaczyna się po szkoleniu. A oto jak ta praca może wyglądać.

Cześć Marcinie,

      Równo dwa miesiące temu prowadziłeś weekendowe szkolenie z Zarządzania Czasem - a właściwie z zarządzania sobą w czasie w Zgierzu  Zachęcałeś  wówczas do podzielenia się efektami szkolenia co czynię.
      Nabytą na szkoleniu wiedzę postanowiłem wykorzystać już w poniedziałek, dzień po szkoleniu. Wygospodarowałem specjalny notatnik ( dotychczasowy poszedł do lamusa :) ) , w którym planuję sobie zadania na bieżący dzień oraz zadania do wykonania w dłuższym terminie.  Określam w nim cel/zadanie ,  termin wykonania zadania, jego ważność, status i określam osobę jeśli zadanie jest złożone i nie tylko ja je wykonuję.
Opisuję zadania zgodnie z SMARTem i wykorzystuję ALPEN i EISENHOWERA oraz zasadę 60:40.
      Patrząc na notatnik w dniu dzisiejszym mogę stwierdzić, iż zadania, które stawiałem sobie zostały wykonane zgodnie z planem w ok. 70%. Były to zadania, których wykonanie zależało  tylko ode mnie. Opóźnienia ( zwykle minimalne ale jednak) były spowodowane zarówno przez wynikłe niespodziewane sytuacje związane z pracą, które zajęły zbyt dużo czasu ( 60:40 nie zadziałało) oraz trzeba mieć odwagę się przyznać - sytuacje związane z pożeraczami czasu, takie też się zdarzały i zdarzają.  Wygląda więc na to, że dużo pracy jeszcze przede mną aby dojść do "perfekcji" ( o ile jest to realne)
w postępowaniu zgodnie z założonym planem. A do tego potrzeba siły charakteru i samozaparcia by zmienić swoje dotychczasowe przyzwaczajenia ( a jest to trudne choć częściowo już mi się udało).
      Druga grupa zadań to takie, których wykonanie zależało od postępowania kilku osób zarówno z wewnątrz firmy jak i z firm zewnętrznych.
Tutaj skuteczność w ich kończeniu zgodnie z planem wyniosła ok.40% - 50%.
Jak widać połowa z nich została wykonana po terminie. W tym wypadku pocieszam się, że jeśli poprawię swoją skuteczność z punktu powyżej to tutaj statystyka być może również pójdzie w górę. Na inne osoby raczej nie ma co liczyć. Pożyjemy zobaczymy.
      Na koniec pozwolę się odnieść do sentencji: Zarządzanie sobą w czasie oznacza robienie rzeczy właściwych , zamiast właściwego robienia rzeczy.
Powiedziałeś podczas szkolenia, że dużo czasu tracimy postępując odwrotnie.
Zgadzam się z tym tylko częściowo ( na pewno traciłem dużo czasu) patrząc na moje zadania, których nie da się wykonać bez wchodzenia w szczegóły ( zadania związane z jakością, z przygotowywaniem dokumentacji ), które decydują o powodzeniu zadania. Wykonanie ich bez "precyzji" może spowodować, iż musiałbym do nich wracać celem poprawy, uzupełnienia a ocena efektu mojej pracy byłaby mierna. Tak więc szukam złotego środka wynikającego z tej sentencji aby wykonać zadanie dobrze i nie tracić na nie zbyt dużo czasu :). Życz mi powodzenia lub podpowiedz co i jak.
      Podsumowując szkolenie mogę napisać, iż było ono mi potrzebne, abym uświadomił sobie pewne mechanizmy i  wdrożył je do codziennego stylu życia i pracy, które dzięki nim stały się łatwiejsze.

Pozdrawiam serdecznie.
Adam

List Adama jest dla mnie zachętą do dalszej pracy. Mam nadzieję, że podobnie będzie z Wami.

pozdrawiam

wtorek, 17 stycznia 2012

Zbieram materiały.

Podczas konsumpcji żeberek (  były pyszne) kolega - dyrektor opowiedział mi ciekawą historię. A dziś ja Wam ją opowiem.
Rzecz dzieje się w centrali międzynarodowej korporacji finansowej ( Warszawa ) 3 dni przed Wigilią w dniu tzw. Wigilii firmowej. Jeden z pracowników, który właśnie wrócił z krótkiego urlopu w Szwecji zaprosił szefa i współpracowników na poranną kawę wzbogaconą szwedzkimi specjałami. Tak więc wszyscy od rana we wspaniałych nastrojach, piją kawę, zajadają szwedzkie kruche ciasteczka, przyjemnie gaworzą dzieląc się swoimi wspomnieniami z podróży po Szwecji i całej Skandynawii. Wieczorem ma się odbyć firmowa Wigilia w dobrym warszawskim lokalu, słowem: cudnie! Po jakimś czasie goście zaczęli rozchodzić się do swoich obowiązków w tym również szef organizatora. Jako, że organizator naprawdę się przejął i przywiózł tych ciastek znaczną ilość rzucił do odchodzącego szefa: Może weźmiesz sobie kilka na później? Ależ jasne, są pyszne!- opowiedział szef, po czym dodał ładując sobie ciastka- Wiesz muszę z Tobą o czymś porozmawiać.

Po zapakowaniu tych ciastek, ZWOLNIŁ GO!  By nie wypaść na kompletnie nieczułego podziękował za ciacha i na pożegnaniu rzucił: Do zobaczenia wieczorem!
Oczywiście nie zwolnił go przez te ciastka, planował to od jakiegoś czasu z powodu słabych wyników naszego bohatera - organizatora. 
Jakby nie było, naprawdę ciekawa historia.
Zainspirowała mnie ona i przypomniały mi się inne firmowe historie  dotyczące zwalniania lub bycia zwalnianym. Pomyślałem, że inni też znają takie historie a ja chętnie bym je wszystkie zebrał. Mam nawet kilka pomysłów co z nimi zrobić.
Serdecznie więc proszę o pomoc i nadsyłanie do mnie wszystkich takich historii. Oczywiście gwarantuje dyskrecję i anonimowość :-)
Z góry dziękuję i pozdrawiam.

środa, 11 stycznia 2012

Pożegnalny mail.

Koniec roku to zawsze okazja by w kilku korporacjach ograniczyć zatrudnienie. W ostatnich 2 tygodniach zadzwoniło do mnie kilka osób, kilka innych przysłało maila z informacją, że zostały zwolnione lub otrzymały tzw. "propozycje nie do odrzucenia".
Były też telefony od osób, które przełom roku postanowiły wykorzystać do zmiany miejsca pracy by realizować swoje pomysły w nowej bajce.
Obie te sytuacje stawiają nas przed problemem napisania tzw. "pożegnalnego maila". Co w nim napisać, czego nie napisać? A przede wszystkim: Czy pisać?? Dziś kilka wskazówek w stylu górala przepowiadającego pogodę:
- Baco jaka będzie pogoda?
- Albo będzie padać, albo nie będzie padać.
Po pierwsze: Nie piszcie takiego maila!
Powodów jest wiele i każdy świetny: bo to banalne, bo nikt tego nie czyta, bo nikogo to nie interesuje. Pamiętam z moich "corpo czasów", że gdy przychodziły takie maile prawie codziennie to przycisk DELETE na mojej klawiaturze był częściej używany niż zwykle.
Po drugie: Koniecznie napiszcie taki mail!
Daje to Wam okazję podziękować za wspólny czas, pożegnać się z klasą, a takze zbadać reakcję na Wasze odejście/zwolnienie. A propos!
Po trzecie: Nie bądź rozczarowany, gdy ludzie zareagują inaczej niż oczekiwałeś lub wcale nie zareagują!
Jeśli pisząc takiego maila  spodziewasz się, że wszyscy będą Cię żałować, dziękować Ci za cudny czas, chwalić pracę z Tobą, życzyć powodzenia - TO DAJ SOBIE SPOKÓJ! Są lepsze sposoby na dowartościowanie siebie samego.
Po czwarte: Pisz tylko do wybranych osób.
Najgorsze są maile do wszystkich w firmie. Jeśli pracujesz w korporacji to znaczna część ludzi nie ma pojęcia kim jesteś i co robiłeś w firmie. Chyba,że jesteś prezesem lub kimś ważnym, wtedy wiedzą kim jesteś a cześć z nich cieszy się, że zwolniłeś miejsce, na które oni czekają. Taka jest "corpo rzeczywistość". 
Wysil się i napisz maila do tych osób, z którymi rzeczywiście miałeś przyjemność spędzić czas.
Po piąte: Napisz do wszystkich!
A co tam, niech wszyscy wiedzą! Poza tym jest to sposób na tzw. rozpuszczanie wici. Dlatego ludzie podają nowe namiary na siebie, by pozostać w pamięci.W końcu nie wiadomo co czas przyniesie.
Po szóste: Uprzejmie czy szczerze?
Wiadomo, że nie zawsze było słodko: ludzie Cię wkurzali, szef doprowadzał do szału, permanentne zmiany nie pozwalały w spokoju pracować. A teraz masz szansę to wygarnąć! Jest szansa, że część osób weźmie Cię za sfrustrowanego a twój krzyk niczego nie zmieni. Jakby nie było, Ciebie już tam nie będzie, choć.... zdarzają się powroty. Może więc nie warto palić mostów?
Po siódme: Nie ma dobrej treści!
Odwieczny dylemat: Co mam napisać? Cokolwiek napiszesz będzie dobrze, czegokolwiek nie napiszesz też będzie dobrze!
Podsumowując, pamiętaj to co napiszesz w mailu odchodząc lub będąc zwolnionym będzie... NIEISTOTNE! Jutro zaczynasz nowy dzień w nowej bajce i to jest najważniejsze. Skup się na tym!

pozdrawiam
p.s. Kiedyś sam napisałem takiego maila, ale niestety nie zachowałem go. Gdyby ktoś, nie wiadomo dlaczego i po co miał go jeszcze w swojej skrzynce  :-) to proszę o przysłanie do mnie. Dzięki.

wtorek, 3 stycznia 2012

Pomroczność jasna.

Ostatni kwartał roku to  intensywny okres w mojej pracy. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ jestem cały czas na sali szkoleniowej, a to jedno z moich ulubionych miejsc. Oczywiście nie zwalnia mnie to z reszty pracy jaką ma trener do wykonania każdego dnia. O przyjemnościach i obowiązkach poza zawodowych nawet nie wspominam ;-) 
Zatem mijają dni wypełnione obowiązkami i wydaje mi się, że wszystko, jak to się mówi, "ogarniam". Aż tu nagle....
Któregoś dnia dopada mnie tzw. "pomroczność jasna". Objawia się najczęściej zapomnieniem o czymś oczywistym i pewnym. O czymś, o czym normalnie pamiętam.  To zapomnę czegoś spakować na wyjazd, to zapominam o częściach garderoby i zostawiam je w hotelach. Zapominam o zrobieniu czegoś lub powodu, dla którego  gdzieś poszedłem.
Prawdziwy HIT miał miejsce 2 lata temu! Miałem być w Warszawie a byłem... we Wrocławiu. Mój mózg  (wbrew zapisom w kalendarzu) był przekonany, że do Warszawy jadę następnego dnia!! Szczęsliwie nic wielkiego się nie stało, dzięki uprzejmości kilku cudownych osób, ale szok i  wyraz mojej twarzy był jak z reklamy: BEZCENNY!
Wyciągnąłem wnioski, wprowadziłem mechanizmy zapobiegające takim katastrofom a z drobiazgami nie zabranymi lub pozostawionymi tu i tam... No cóż koszty muszą być, akceptuje je.
Z rozmów na szkoleniach wiem, że takie rzeczy nie zdarzają się tylko mnie i może będzie jeszcze okazja do tego wrócić.
Tymczasem wystarczy  tylko kilka dni odpoczynku, z którego obecnie korzystam i wszystko wraca do normy.
Jako że mamy początek Nowego Roku i czas życzeń to, życzę Wam i sobie:
Jak najmniej "POMROCZNOŚCI JASNEJ".

środa, 14 grudnia 2011

Powrót do szkoły średniej.

W poprzednim poście zapraszałem Was na wystawę prac. Ich autorami byli min. uczniowie dolnośląskich i opolskich szkół średnich uczestniczący w zajęciach z kreatywności. W projekcie uczestniczyło 20 szkół, a zajęcia oprócz mnie prowadzili również Małgosia, Karolina i Damian, których w tym miejscu pozdrawiam i dziękuję za współpracę.
Dziś o moich wrażeniach z dni spędzonych wspólnie z młodzieżą.
1. Ocalały gatunek.
Nie byłem najwybitniejszym orłem w szkole. Nie byłem też "najsłabszym ogniwem" w klasie. Nauczyciele mówili o takich jak ja "ZDOLNY LEŃ". I chyba mi to odpowiadało. Pozwalało mi to błysnąć kiedy trzeba, by resztę czasu poświecić rozmyślaniu o koleżankach z klasy i koszykówce. 
Przez tych kilka dni zajęć spotkałem wielu takich "zdolnych leni" i bardzo mnie to ucieszyło. Gatunek przetrwał! Kłopot tylko polega na tym, że dzisiejsi "zdolni lenie" nie bardzo mają ochotę błysnąć w czymkolwiek. Największą karą dla nich jest zapytać  o opinię na jakikolwiek temat. Na twarzach malowało się coś pomiędzy strachem, szokiem i niedowierzaniem, że ktoś jest zainteresowany tym co oni myślą. Szczęsliwie potrafili się z tego otrząsnąć i w trybie zabawowo-zadaniowym czas  mijał nam miło i twórczo. Młodzież okazywała się nie taka straszna jak ją nauczyciele malowali, uff!
2. "Niech Pan uważa na ..." czyli kilka zdań o nauczycielach.
Nauczyciele mieli uczestniczyć w zajęciach, by móc później prowadzić konsultacje z tego zakresu na swoich lekcjach Przedsiębiorczości. Aktywność grona pedagogicznego ograniczała się w większości przypadków do:
- życzliwego ostrzeżenia o "trudnych przypadkach",
- sprawdzenia po 15 minutach, czy młodzież jeszcze jest na sali,
- zrobienia kilku fotek do księgi szkolnej,
- "nieprzeszkadzania"swoją obecnością podczas zajęć
Szczęśliwie honor nauczycieli obroniły 2 panie, które wyłamały się z tego schematu i spędziły znaczny fragment szkolenia wspólnie z nami.
6 dni spędzonych  z uczniami i nauczycielami nie daję mi absolutnie pełnego obrazu polskiej szkoły. Tworzy  jakiś jej zarys, który powoduje we mnie mieszane uczucia. Zakończę jednak tym, że trzymam kciuki za "zdolnych leni", "zaangażowanych nauczycieli" i całą resztę. 
pozdrawiam

wtorek, 29 listopada 2011

Zapraszam na wystawę.

Ciągle w drodze. Dlatego dziś na szybko mam dla Was zaproszenie na szczególną wystawę. Kliknijcie TUTAJ i obejrzyjcie prace uczestników moich szkoleń. Zapraszam również do konkursu, o którym poczytacie na stronie z wystawą.

Miłego oglądania! Poniżej mała próbka talentu.




niedziela, 20 listopada 2011

Co za tydzień!

Raport z tego tygodnia:

Poniedziałek - Karpacz
Wraz z moim szkoleniowym kompanem Damianem prowadziliśmy warsztat dotyczący umiejętności prowadzenia efektywnych zebrań oraz współpracy w ramach zespołu. Była też bardzo interesująca dyskusja na temat manipulacji.
Po intensywny dniu...w drogę do Warszawy, szczęśliwie na siedzeniu pasażera.

Wtorek - Warszawa
Spotkałem się na szkoleniu  z urzędnikami, z różnych warszawskich instytucji by porozmawiać o tym jak radzić sobie z krytyką, skargami i trudnymi sytuacjami w pracy. W bardzo miłej atmosferze, świetnych humorach i przyjaznych wnętrzach Zielna Centrum cały dzień minął nam twórczo i pracowicie .
Pojawiła się dygresja dotycząca motywacji. Oto cytat z uczestnika: " To szef jest od tego, żeby mnie motywować". Wspaniała i budująca była reakcja pozostałych uczestników. 
W dobrym nastroju wracam pociągiem do Wrocławia. Mam czas poczytać o perypetiach pewnego gajdzina w Tokio. 

Środa- Wrocław.
 Razem z Małgosią, Karoliną i Damianem prowadzimy zajęcia dla młodzieży ze szkół średnich na temat kreatywności. W środę jest mój czas. Wrażenia bezcenne, ale o tym będzie jeszcze szansa napisać, bo w następnym tygodniu spotkam się z nimi pięciokrotnie.
Wieczorem ekspresowa ( w założeniu ) podróż do Tych, tych Tych. Zasłuchałem się Rammstein i we mgle gęstej jak mleko przeoczyłem zjazd na Tychy. Podróż okazała się nie tak ekspresowa jak myślałem.

Czwartek, piątek - Tychy.
Razem  z uczestnikami  pracujemy nad naszymi stresami i emocjami. Świetnie nam idzie w przyjaznej i wesołej atmosferze. Na obiad pyszności serwowane prze cudowne Panie w firmowej kantynie. Było po śląsku:  modra kapusta i kluski śląskie- pysznie!
Nauczyłem się od uczestników dwóch asan z jogi podczas zajęć relaksacyjnych. Monika i Robert wystąpili w roli nauczycieli, a my robiliśmy co w naszej mocy by... nie zrobić sobie krzywdy;-) 
Uczestnicy po szkoleniu mieli zasłużony weekend, a ja w drogę do ... Zgierza.

Sobota,  niedziela - Zgierz.
Jesienna szarość nie rzuca olśniewającego światła na nasze miasta dlatego Zgierz muszę jeszcze odwiedzić na wiosnę. Mam nadzieję, że będzie okazja bo ekipa na szkoleniu z zarządzania sobą w czasie była ekstraklasowa. Obecność działu handlowego i produkcji na jednym szkoleniu  okazało się świetnym pomysłem. Myślę, że poza wspólną nauką ,szkolenie było szansą na "pobycie ze sobą" w innej sytuacji niż ta znana na co dzień. Mam nadzieję, że skorzystają z tego. Dostałem w prezencie kilka produktów tej firmy. Na kolejnych szkoleniach niektórzy będą mogli wygrać gąbkę kąpielową w kształcie żółwia a ja dziś będę spał na poduszce, która ma specjalny kształt i właściwości.
Tak oto minął tydzień. I jak nie lubić tej pracy??

Pozdrawiam

środa, 9 listopada 2011

Wszyscy gramy w kadrze.


W piątek we Wrocławiu na nowymStadionie Miejskim odbędzie się mecz piłkarski POLSKA –WŁOCHY.  Z tego to powodu w  rozgłośni, której namiętnie słucham odbył się konkurs. Można było wygrać VIP-owskie zaproszenia na to wydarzenie. Warunkiem było napisanie dlaczego lubi się/ kocha Polską reprezentację. Skuszeni wizją bycia VIP-em słuchacze radia, w tym piszący te słowa, podjęli wyzwanie i niezwykle barwnie opisywali powody, dla których to właśnie im należy się nagroda. To niewątpliwy walor tej zabawy- zaproszenie słuchaczy do kreatywności. Mój kolega napisał wiersz, a ja w szale twórczym nie podpisałem swojego smsa.
                Dziś już konkurs rozstrzygnięty ( nie wygrałem zaproszenia ). A oto mój ranking powodów, dla których wielu z nas lubi/kibicuje/kocha reprezentacje. Ranking pisany perspektywą sali szkoleniowej:

1.  MECZ O WSZYSTKO
Nasza reprezentacja gra taki mecz na każdym turnieju. Polega on na tym, że najpierw ponosimy porażkę, a potem „przyparci do muru” musimy wygrać kolejny mecz.  Wielu z nas grało swój własny Mecz o Wszystko: w pracy, w domu, na studiach, gdziekolwiek. Krótko mówiąc zawsze wtedy, gdy mieliśmy poczucie, że musimy tym razem wygrać bo inaczej… Pewnie w negatywnych konsekwencjach porażki należy upatrywać motywację do Meczu o Wszystko. W końcu nikt nie chce odpaść z turnieju.
Cytat ze szkolenia: „Został mi tydzień na wykonanie planu”. „Jak nie wprowadzimy tej zmiany, to…”

2. MECZ O HONOR
Jak już przegramy Mecz o Wszystko to pozostaje nam tylko przy kolejnej okazji walczyć o honor. Wiadomo, że honor rzecz ważna więc determinacja w walce o honor jest ogromna. Jak pokazuje doświadczenie, ten mecz też zdarza się nam przegrać. O honorze może będzie jeszcze okazja kiedyś napisać więcej. Wracamy do gry…
Cytat ze szkolenia: „To dla mnie najważniejsze, sprawa życia i śmierci”.

3. MECZ ODKUPIENIA
Po porażce w Meczu o Honor musimy rozegrać Mecz Odkupienia. To taki mecz, w którym musimy dobrze wypaść przed tymi , których zawiedliśmy. Przynajmniej sami przed sobą.
Cytat ze szkolenia: „Wiesz, chodzi o to, żebym mógł sobie spojrzeć w oczy”.

4. ZWYCIĘSKIE REMISY
Nasi piłkarze kilka takich w historii odnieśli i wielu z nas również. Życiowo ten zwycięski remis lubimy nazywać kompromisem. Wydaje się nam, że kompromis to gra, w której obie strony wygrywają. Tymczasem częściej jest to gra gdzie obie strony przegrywają. Krótko ujmując jest to sposób na tłumaczenie sobie porażek.
Cytat ze szkolenia: „Musimy poszukać kompromisu” i zaraz potem „Mam już dość kompromisu, teraz czas na mnie…”

5. NIEMCY i ANGLICY
Zawsze stawali naszym piłkarzom na drodze awansu do turnieju czy kolejnego etapu rozgrywek. My też wymyślamy sobie Niemców i Anglików, którzy stanęli na naszej drodze i w czymś nam przeszkodzili lub coś nam odebrali. To słynne zdanie: „ Gdyby nie… ( Niemcy, Anglicy ) to wtedy….” Zamiast narodowości oczywiście możemy wstawić cokolwiek: pogodę, sąsiada, przepisy prawne, innego kierowcę itd. itp. Tu również jesteśmy kreatywni.
Cytat ze szkolenia: „Gdybym nie miał/a tyle na głowie”, „Gdybym wiedział od początku”, „Gdyby nie padało to poszedłbym biegać”.

6. TRYUMF NA WEMBLEY
Gloryfikować sukcesy z przeszłości to my potrafimy jak nikt inny. Ale skoro brakuje nam ich w teraźniejszości to czymś musimy karmić nasz honor. Zdanie klucz rozpoczyna się od: „Kiedyś to…”.
Cytat ze szkolenia: „W poprzedniej firmie udało mi się podwoić sprzedaż”


7. POKŁADANIE NADZIEI
Każdy kolejny turniej jest szansą. Z każdym kolejnym mamy nadzieję, że tym razem się powinno udać. Nawet pomimo tego, że niewiele więcej zrobiliśmy żeby się udało, ale wiarę mieć trzeba. To pokładanie nadziei to niejako sport towarzyszący.
Cytat ze szkolenia: „Mam nadzieję, że teraz już wszystko się zmieni”.

Do zobaczenia na meczu.

Pozdrawiam

wtorek, 1 listopada 2011

JESTEM.


W związku z tym, że trochę mnie tu nie było, dziś o mnie.
                Naszym życiem w większości rządzą nasze nawyki. Niektóre jak np. uleganie czekoladowej pokusie w momencie stresu mogą mieć dla nas niekorzystne skutki w przyszłości. Inne z kolei jak np. uśmiechanie się do ludzi, którzy nas mijają, z nami pracują itd. mogą nam przynieść wiele dobrego. Choć pewnie znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że jest dokładnie na odwrót to dziś NIE O TYM!

                S. Covey napisał, że jeżeli jesteś niezadowolony z sytuacji w życiu, w której się znajdujesz, to duża część winy spada na twoje własne „złe” nawyki. Sztuka polega na wprowadzaniu w życie nowych „dobrych” nawyków. Co jest dla każdego „złe” lub „dobre” niech każdy sobie sam rozstrzygnie.
                Przeczytałem gdzieś, że potrzeba 21 dni stosowania się do nowego nawyku żeby wprowadzić go na stałe w nasze życie i tylko 5 dni niestosowania by o nim zapomnieć. Przetestowałem obie opcję i muszę przyznać, że z minimalnym odchyleniem, ale u mnie zadziałało.
Z jednej strony 23 dni zajęło mi wprowadzanie nawyku rozpoczynania dnia od krótkich, intensywnych ćwiczeń fizycznych zaraz po obudzeniu.
Niestety „wystarczyło”, że 6 razy nie znalazłem w sobie energii na napisanie tekstu na bloga, by przestać to robić przez 2 miesiące. 
Na szczęście znów można podjąć wysiłek i rozpocząć na nowo wprowadzanie "dobrego" nawyku.
Od dziś zaczyna dla mnie biec 21 dni. Trzymam za siebie kciuki.
Pozdrawiam

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Mission Impossible


Tom Cruise dokonywał rzeczy niemożliwych w słynnych hitach kinowych. Każdy z nas dokonuje niemożliwego w swojej pracy. Jeszcze częściej "niemożliwego" oczekują od nas szefowie i klienci. Dziś zatem o Mission Impossible w szkoleniach.
Klient wydając pieniądze na szkolenie oczekuje, że rozwiąże ono jak najwięcej spraw. W związku z tym w programie szkolenia powinno znaleźć się jak najwięcej zagadnień, np.: autoprezentacja, komunikacja z klientem, negocjacje i coś ze stresu. Wszystko na szkolenie dla handlowców, które trwać ma 8h.
Niechlubnym rekordzistą był brief od klienta, w którym wskazał on 19 obszarów, celów szkoleniowych, z których każdy mógłby być osobnym szkoleniem. Do zrobienia w ...12 h. Podobnie jest z projektami szkoleniowymi. Firma dostała dofinansowanie i musi zrobić szkolenia. Tworzy więc harmonogram, z którego wychodzi, że pracownik będzie przez 2 miesiące uczestniczył w 5-7 warsztatach. To ja mam w tym miejscu 2 pytania:
- kiedy będzie miał czas zastosować to, czego nauczył się na szkoleniu?
- kiedy on będzie pracował?
Uwielbiam wyzwania i choćby dlatego podnoszę rękawice rzuconą przede mną. Jak mam okazję to próbuje urealnić niektóre pomysły, ustalić priorytety. Podejmuję po prostu próbę przeprowadzenia klienta od „chciałbym” do „muszę”.

Nie zawsze mam jednak szansę spotkać się z autorem idei i często mnie zastanawia: Kto wymyśla takie rzeczy? Ktoś przecież pisze te oczekiwania, planuje szkolenia, odpowiada za rozwój pracowników, czy za szkolenie w firmie, urzędzie, organizacji. Najczęściej są to ludzie zajmujący się kadrami lub osoby zarządzające pewną strukturą. Pozwala mi to przypuszczać, że choć raz uczestniczyli w szkoleniu lub mają jakieś przygotowanie teoretyczne wyniesione ze studiów. Jeżeli nie uczestniczyli w żadnym szkoleniu i nikt tego nie mówił na studiach to spieszę z ważną informacją: ludzie mają ograniczoną zdolność do przyswajania wiedzy w danym okresie czasu!

Często słyszę, że tak rozbudowany program/ harmonogram wynika z projektu w ramach, którego szkolenie jest organizowane. Ponieważ projekt jest współfinansowany i żeby dostał odpowiednią ilość punktów to musi tak to wyglądać.

Czasem mam wrażenie, że ktoś kto pisze lub decyduje o szkoleniach/projektach szkoleniowych sam powinien pójść na szkolenie. Proponuje następujące tematy: mechanika mózgu, dydaktyka dla dorosłych, train the trainer- czego można nauczyć na szkoleniu.

Na koniec, tak na serio, to wszystko jest sprawą naszego nastawienia i oczekiwań. Ja podchodzę do tego, jak do szansy, nowego wyzwania. Praca z takimi oczekiwaniami i harmonogramami to rozwijające zadanie dla mnie jako trenera. Wykonanie takiej ekwilibrystyki pozwala z łatwością wykonywać mniej skomplikowane zadania. 

Aktualny (nie)chlubny rekord:
16 celów szkoleniowych, 5 tematów 3-dniowych w 16 godzinnym szkoleniu. W wersji oficjalnej, na papierze!

p.s. Nie każdy dzień to włamywanie się do siedziby CIA. Szczęśliwie wiele osób podchodzi odpowiedzialnie i racjonalnie do planowania szkoleń i ich zakresu. Dysponuje takimi briefami, więc gdyby ktoś chciał zobaczyć jak powinny wyglądać to zapraszam.